Prezes Kaczyński od paru tygodni skrywa się w cieniu, co jest dla opozycji najlepszym sposobem w rywalizacji z tym rządem. Premier i jego ministrowie zaliczają wpadkę za wpadką, przez co "widmo PiSu" usuwa się z pamięci oburzonych kibiców, emerytów, internautów i wszystkich innych grup społecznych, którym naraził się rząd ostatnimi czasy. Słupki poparcia dla PO spadają, opozycja się umacnia, nic tylko siedzieć i zacierać ręce.
A potem prezes Kaczyński otwiera usta i powiada tak:
Czytając różnego rodzaju opracowania IPN natrafiłem na projekty śledztw przygotowywane Służbę Bezpieczeństwa. Jakieś ulotki, napisy na murach. I rzeczywiście są dziesiątki punktów, szerokie działania, rzetelnie przygotowywane. Trzeba się cieszyć, że SB nie ma, ale niestety policja nie potrafiła przejąć tych metod. Tamci byli skuteczni.
Bo oczywiście wyrażenie żalu za esbeckimi metodami jest najlepszym możliwym komentarzem - ale z perspektywy PO. Nasza nadwiślańska partia władzy nie musi odkurzać co jakiś czas wizji rządów PiSu, by straszyć i dyscyplinować nim wyborców, bo prezes największej partii opozycyjnej odwala za nią całą brudną robotę.
I nie jest żadnym wytłumaczeniem obrona, że wredne media wyrwały tę wypowiedź z kontekstu - media tak działają, w epoce informacji elektronicznej przemówienia się nie sprzedają, trzeba je skompresować do jednego chwytliwego zdania. I nie będzie wytłumaczeniem zwyczajowa egzegeza słów prezesa w wykonaniu rzecznika partii - bo nikt na nią nie zwróci uwagi. Albo więc Kaczyński w przypływie szczerości zdradził się z tęsknotą za rządami silnej ręki, albo też po raz enty wykazał się brakiem instynktu politycznego i świadomości warunków, jakie politykom stawia świat współczesnych mediów. Każda z tych wersji całkowicie go dyskredytuje jako poważnego polityka.
A premier Tusk siedzi sobie w URM i dziękuje swojej szczęśliwej gwieździe za takiego lidera opozycji.


